RSS
czwartek, 20 października 2011
bo
lubię czyste kartki notepada

ich przestrzeń ma w sobie tyle potencjalności







miłości, śmierci, żalu, przemijania, seksu, czekolady, relacji, rozmów, odbić, odbić odbić, gramatyki, kleksów, kropek, niewiadomych, radości, ostatnich zdań, zdań pierwszych, tautologii, klapsów, wspomnień, haseł, reklam, strachu, wzruszeń, słów, kawy, wszystkich tych obrzydliwości samotnego życia, radości z bycia razem, pytań pierwszych i pierwszych pozycji, ostatnich rozczarowań, niespodzianek, muzyki, logo, buntu, dorastania, twarzy, pocałunków, antonówek, szarlotek, pogrzebów, darowanych szans, odwagi, starości, kluczy, różowych słoni, właściwych kluczy, poszukiwań, gnuśności, nie/zgody, pejzaży, jesieni, polityki, skrzypiec, snów, świateł, spinek, prozy, bieli, kolekcjonowania znaków

zupełnie jak w życiu, aż następuje niespodziewany reset



19:04, talita222
Link
czwartek, 15 września 2011
uuuUUUuuu
Tęsknię do Cię. Wracaj z tych tropików już! :)


00:01, talita222
Link
poniedziałek, 18 lipca 2011
Bo
Rzeczy nie są proste.
Proste są monady :P
14:41, talita222
Link
niedziela, 10 kwietnia 2011
samospełniająca się przepowiednia? przypisek do pewnej nieuchwyconej myśli
Mówiłam już, że cynizm zabija wszelką melancholię? Tą zieloną i tą wzruszającą.

A przecież.
Słowo fatum, pustoszące słowo. Cynizm jest pewnym rodzajem manifestacji poczucia krzywdy, niespełnienia, niemożliwości, bezsensu, odwróconego idealizmu, a może złamanego idealizmu, za dużo "nie" i "bez". Bez. sensu.

Myślałam, że z wiekiem pojawia się zrozumienie, akceptacja, jakieś kosmiczne poczucie właściwości tu i teraz. Tymczasem, wciąż patrzę, słucham, widzę, nie/rozumiem, myślę, że rozumiem, coraz mniej chcę, nie chcę, tylko coraz częściej słów mi brak.
Przyczajam się i czekam na lepszą karmę.


00:29, talita222
Link
środa, 09 lutego 2011
24.10.2007

"Bezsenność.

Klikam enter w poszukiwaniu sensu.

Nie chcę zasnąć.

Nie chcę się obudzić.

Klikam enter i czekam.

Nic.

Wiem wciąż tak samo mało."

21:43, talita222
Link
piątek, 08 października 2010
Bytów stopniowanie

Jestem i nie jestem, co nie znaczy że nie ma

Im mniej mnie tutaj, tym więcej

Rzeczywistość oglądam, smakuję, przeżywam

Kontestuję, pozwalam mijać jej między palcami, czasami łaskocze

Jest i nie ma, zupełnie jak ja

A to przecież tylko naoczna forma naocznych form poznania

Poza nimi słowa nie mają sensu

Nieistnienia nie sposób wyrazić.

Stopniuję niemożliwe

20:07, talita222
Link
sobota, 06 lutego 2010
Czego nie powie ktoś, kto istnieje
Rzecz o niemożnościach, o niemożliwościach, o słodkich lepkich wyrazach, poprzedzonych jednak prostym zaprzeczeniem, dodającym im krople cyjanku. O niemożliwościach wybranych, poprzez zaprzeczenie. Niepodejmowanie decyzji, miało być zabarwione zgorzkniałym ascetyzmem. A jednak w pewnym momencie pojawiła się chęć, i z przysłowiowych popiołów powstał nowy, piękniejszy, o symetrycznych kształtach diament. Który kiedyś był, ale przecież zaledwie potencjalnie. Popadam w patetyzm, przyznaję, mdło gorzkawy, interesująco popielaty i czasem granatowo nijaki. Patetyzm przykrywam cynizmem, lekkim, łatwostrawnym, o ile nie widać spodniej warstwy, która konfrontuje ze świadomością pustki, z definicji. A przecież ten patetyzm, i cynizm jest pewnym rozdzajem maski, ekranu, które mają na sobie zatrzymać wzrok. Mają desymulować, zakrywać. Mają zakrywać przed innymi, lecz największe zadanie to desymulować przed samym sobą. Aby nie dotknąć tego dna, które nie ma dna. Aby nie dotknąć tego dnia którer może być pustką, lub całym wszechświatem, który ma siłę rozerwać wszechświat na strzępy, siłą pierwotnego wielkiego wybuchu. Cała reszta to tylko zabawa, cieniutka warstwa na naskórku NIE MA/JEST. Warstwa, która staje się światem, i którą trzeba pielęgnować, aby tylko w snach ocierać się o delikatne fałdy absurdu. O tym przecież nie będziemy mówić. Co może język, który jest tylko fałdą fałdy Świata. Ależ darujmy sobie ontologię nieistnienia, przecież o niej nie można nic powiedzieć. Dlatego nie próbuj/my.
12:03, talita222
Link
poniedziałek, 11 stycznia 2010
My daughter, you will see, anyway.

Akt twórczy musi być doprawdy boskim olśnieniem. Ludzie nazywają to iskrą bożą. Weną lub natchnieniem. Depresją. Jeden grzyb, podpowiedziało mi wspomnienie pewnego powiedzenia, z dalekiej, zamierzchłej przeszłości. Jak to jest, że przeszłość się dezaktualizuje, a wspomnienie nie? Do tej pory zadaję sobie to samo pytanie, i wciąż wpadam w utarte zakręty myślowe, które to wyrzucają mnie katapultą w schematy, których lektura dostarcza mi kawał terapeutycznej roz(g)rywki, która rozrzuca to wszystko po czasoprzestrzeni, abym mogła to wszystko zbierać, i układac na nowo. Tutaj zlepię, tutaj połączę, tutaj dokleję. Eksperyment.I wciaż to niewypowiedziane delikatnie ociera się o plecy. Aż ciarki przechodzą.
Teoria pisania jako ekshibicjonizmu, znana już od sławnego "wszyscy artyści to prostytutki", drogą dedukcji. A jednak róznica między dziwka a kurtyzaną, robi różnicę. Thank gods, każdy blask trzeba polerować, pieścić, przecierać i oliwić. W tym jest nadzieja. Tylko nie obracaj się za siebie.
Ono tam już jest.
23:05, talita222
Link
środa, 16 grudnia 2009
Ashes to Ashes
Gigantyczna dawka kofeinowo muzyczna. Odkrywanie na nowo faith no more katapultuje mnie 10 lat wcześniej, na ul. paderewskiego, do jednego z tych tymczasowych mieszkań, gdzie przyszło mi mieszkać, przez jakiś czas.
Jakiś czas temu.
Wciąż we mnie jest ta moc odczuć. Zadziwiające.
22:20, talita222
Link
środa, 09 grudnia 2009
O mój Boże, Kto ukradł królika?
Wena przepadła. Tak jak złociste liście, i winogrona z działki.
Na usta cisną się znane mi wszystkie wulgaryzmy (łącznie z tym przysłowiowym mojego dziadka). A wszystkie o bezsensie życia i egzystencjalnej zgadze. Tylko do image całej tej beznadziejności złowieszczej zimowej depresyjnej i kaloryferowo cieplarnianej, brakuje mi frazy " codziennie wypalała dwie paczki popularnych" (czy to się jeszcze pali?). Bo nie palę.
A zaraz potem ze sztucznym promykiem lampianym falowo dociera do moich neuronów, błogie ciepło (nie To ciepło), że oto, wena przepadła, więc "everything goes", liści niet, ale przynajmniej nie nadepnie się na zawieruszoną w nich psią kupę, a winogrona - na półce dojrzewają, podarowane i szkarłatne, tak.
I perspektywa przyjemna, hmm. narzeczeństwo to fajna rzecz.

A niech mu, byłby dumny z wnusi.
pierdolenie w bambus. Ta-ram
22:51, talita222
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
statystyka